„Kompas literacki” – nowy projekt promujący współczesną literaturę rumuńską w Polsce
Kompas literacki - ma być przewodnikiem po pracowniach współczesnych pisarzy rumuńskich, nieodkrytych jeszcze przez polską publiczność lub tych, których nowe książki nie trafiły jeszcze do Polski. Kompas odsłania najkrótszą drogę do centralnego punktu dobrej literatury, zachęcając polskich czytelników, tłumaczy i wydawców do wypraw po nowych krainach rumuńskiej wyobraźni literackiej.
Kompas pokazuje nam dzisiaj:
ŻYCIE I POWRÓT NIEJAKIEGO HALLE Alexandru Potcoavy
Viața și întoarcerea unui Halle [Życie
i powrót niejakiego Halle], będąc zarazem sagą rodzinną, bildungsromanem
i epopeją historyczną, opisuje losy pewnego mieszkańca Timișoary, który urodził się w Austro-Węgrzech, a po roku 1918 został
obywatelem rumuńskim. To poprzez jego spojrzenie – najpierw księgowego, a potem
administratora hotelu – poznajemy niepowtarzalną atmosferę międzywojennej Timișoary. Choć było to miasto spokojne i kosmopolityczne, nie
zdołało się jednak ustrzec przed ideologiczną wojną lat 30., która wywołała
napięcia pomiędzy przedstawicielami różnych narodowości współzamieszkujących
stolicę Banatu. Burzliwe wydarzenia, których kulminację stanowi rebelia Legionu
Michała Archanioła i atak III Rzeszy na Jugosławię, Rezső Halle opisuje w sposób niezwykle
realistyczny, ze sporą dozą ironii i niejako „od środka” – w hotelu, w którym
pracuje główny bohater, w 1940 roku zakwaterowano bowiem oficerów Wehrmachtu,
stacjonujących w Banacie w ramach Niemieckiej Misji Wojskowej.
Obiektywną, czasem zgryźliwą, innym razem przepełnioną czarnym humorem
perspektywę głównego bohatera zawdzięczamy również temu, że Halle jest Żydem,
który dokonał konwersji na chrześcijaństwo. Ten fakt sprawia, że tkwi on
pomiędzy dwoma światami, wykluczony w dwójnasób. W czasie II wojny światowej
zostaje wyrzucony z pracy ze względu na antysemickie uchwały i ucieka na Węgry,
gdzie podjęcie pracy jest jeszcze możliwe. Niestety, w domu zostawia całą swoją
rodzinę. Zabiera jednak ze sobą, oprócz własnych opowieści, historię swojej żony
– kobiety o korzeniach szwajcarskich i węgierskich i dzieli się nią z kolegami
z obozu, do którego trafia w 1944 roku, kiedy to państwo węgierskie zsyła
ochrzczonych żydów do pracy przymusowej.
Rezső Halle ginie bez śladu podczas wojennej zawieruchy. Jego powrót, tak
długo wyczekiwany przez rodzinę, urzeczywistnia się za pośrednictwem pamięci
córki Julianny oraz wspomnień jednego z mężczyzn ocalonych z obozu w intensywnie
bolesnej powieści napisanej przez jego prawnuka. (Radu
Pavel Gheo)
Współrzędne lokalizacji książki:
Wydawnictwo Polirom, Jassy 2019, 340 s.
Kim jest Alexandru Potcoavă?
Alexandru Potcoavă (ur. 1980, Timișoara). Opublikował tom poetycki alexandru potcoavă iar bianca sta-n alex [alexandru potcoavă a bianca mieszkała w alexie] (Editura Marineasa 2001; Nagroda za debiut przyznana przez Oddział Związku Pisarzy Rumuńskich w Timişoarze), powieść Pavel și ai lui [Paweł i jego bliscy] (Editura Brumar 2005), powieść Șoimii patriei trebuie să fie întotdeauna veseli! [Sokoły Ojczyzny powinny być zawsze radosne!] (Editura Tracus Arte 2011), zbiór opowiadań Ce a văzut Parisul [Co widział Paryż] ( Editura Herg Benet 2012), zbiór poezji Într-o zi nu ne vom mai recunoaște [Pewnego dnia się nie rozpoznamy] (Casa de Editură Max Blecher 2016), powieść Viața și întoarcerea unui Halle [Życie i powrót niejakiego Halle] (Polirom 2019). Jego teksty pojawiły się w wielu rumuńskich antologiach, część z nich była również tłumaczona na inne języki: angielski, francuski, niemiecki, włoski, węgierski, chorwacki, słowacki, turecki, grecki i hebrajski. Jest członkiem rumuńskiego PEN Clubu. Uczestnik międzynarodowego projektu dla pisarzy i tłumaczy CELA 2019-2023.
Prowadzeni przez kompas, Veni, legi, dixi (ach, łacina: przybyłem, przeczytałem, powiedziałem):
„To nie tylko świetnie napisana książka, pełna humoru i znakomicie udokumentowana, ale także powieść posiadająca temat nadrzędny: Rudolf (Rezsö) Halle, niemieckojęzyczny Żyd z Timișoary, wspomina w nazistowskim obozie koncentracyjnym w Közseg swoje życie i młodość, tworząc tym samym kompendium transnarodowej historii, która łączy losy niemieckie, węgierskie, żydowskie i szwajcarskie. To mocny przekaz ukazujący, w jaki sposób zwykły człowiek przemierza wrogie sobie dzieje (…). Ta bogata powieść wypełnia przestrzeń prawie całej Europy Środkowej i cofa się w czasie aż do XV wieku, a przy tym nie sprawia wrażenia rozwlekłej. Alexandru Potcoavă z ogromnym talentem miesza ze sobą fantastycznie różnorodne źródła (dotyczące m.in. lokalnej historii piłki nożnej, folkloru żydowskiego, historii instytucji i budynków Timișoary, muzyki i kina lat 30., historii licznych zmian granic w regionie), włączając je w wiarygodnie prowadzoną narrację i sprawiając, że tworzą spójną opowieść na wspomniany wyżej temat nadrzędny. Bardzo udane dzieło”. [Doris Mironescu, Dilema veche]
„Powieść Alexandru Potcoavy wydaje mi tym lepsza, im więcej ma odwagi by jątrzyć rany bałwochwalców rumuńskiego międzywojnia: nie ma w niej niczego z „piękna tamtych lat”, z dyskretnego uroku burżuazji bawiącej się podczas corocznej wiosennej „bitwy kwiatowej” na Szosie Kisellef w Bukareszcie. Jest za to trzeźwe, obiektywne spojrzenie, dla którego ważniejsza jest rzetelna dokumentacja niż komercyjna patyna, do której tak często uciekano się w ostatnich latach. Międzywojnie nie było piękne! Międzywojnie dla większości populacji Rumunii oznaczało życie w straszliwej biedzie, dyktaturę, niestabilność polityczną i zbrodnie. To mówi nam historia, a nie jeden czy drugi autor.
To chyba najlepiej udokumentowana rodzima powieść, jaką czytałem w ciągu ostatnich dziesięcioleci: począwszy od nazwisk wszystkich graczy drużyn futbolowych Timișoary po cenę jajka w czasie wojny, nic nie jest pozostawione przypadkowi bądź niewiedzy. Ponadto uważam, że książka ta wydała na świat bohatera, który, jeśli historia literatury jest „sprawiedliwa”, pozostanie z nami na dłużej”. [Bogdan-Alexandru Stănescu, Observator cultural]
„Książka Alexandru Potcoavy to jednocześnie bogatyfresk społeczny i opis tej mniej barwnej strony otaczającego nas świata. Sięgająca po nowoczesne formy narracja zakotwiczona jest w brutalnej, autentycznej, prawdziwej rzeczywistości. Całość wskazuje na imponujący wysiłek autora, który przygotował tak szczegółową dokumentację miejsc i wydarzeń. Nie ulega wątpliwości, że powieść hojnie obdarowuje czytelnika pouczeniami na temat wędrówki do piekła - i tego wewnętrznego i tego, które jest na zewnątrz i w którego pobliżu znajdujemy się przez przypadek bądź też ze względu na czasy, w jakich żyjemy. Książka ta jest równie niepokojąca i przytłaczająca, co porywająca i wiarygodna, to lektura, która wymaga niespiesznego przetrawienia, nawet (albo zwłaszcza!) w czasach kryzysu”. [Ioana Cistelecan, optmotive.ro]
Chcecie się przekonać sami? Kompas ujawnia fragment książki:
„Właściwie to mógłbym stwierdzić, że spędzony w Timișoarze marzec 1941 roku był dla mnie ostatnią chwilą wytchnienia w tym mieście. Nie mówię, że nic się wtedy nie działo, ale poza jednym wydarzeniem na samym początku miesiąca, o całej reszcie dowiedziałem się czytając niemiecki dziennik.
A więc miesiąc rozpoczęła szósta „Niedziela potrawki”, Eintopfsonntag. Raz w miesiącu, członkowie społeczności sąsiedzkich zobowiązani byli ugotować jednodaniowy obiad, a oszczędzone w ten sposób pieniądze mieli ofiarować na jedzenie dla potrzebujących Niemców. Grupy chłopców i dziewcząt podchodziły pod drzwi każdego z domów z puszką kwestarską i donosiły na tych, którzy im nie otworzyli. Brakowało tylko, żeby wścibiali nos do kuchni i sprawdzali, czy w garnku gotuje się potrawka. Dałem im pieniądze, jak za każdym razem. Ta społeczność była formą organizacji, którą Szwabi przynieśli do miasta ze swojego wiejskiego świata, gdzie wszyscy mieszkańcy jednej ulicy, na polecenie „ojca sąsiedztwa” wybranego przez starszyznę, pomagali sobie w budowaniu gospodarstw albo byli sądzeni i godzeni zanim jeden drugiemu podpalił dom. W czasach kiedy zapisałem się wraz z żoną do Nachbarschaftu, do którego należy nasza ulica (Niemcy uradowali się, że mają dwóch dodatkowych płatników składek), dzieci wysyłane na zbiórkę pieniężną pozdrawiały darczyńców pełnym szacunku zdaniem Grüss Gott!, „Niech będzie pochwalony!”. Teraz natomiast krzyczały Heil Hitler!, wyciągając przed siebie wyprostowaną prawą rączkę”. ... [czytaj dalej tutaj]
Czekamy na wrażenia po lekturze pod adresem warszawa@icr.ro!